IV Jesienny Puchar Klubów za nami!

W dniu 23 października 2016 r. po raz czwarty spotkaliśmy się na Jesiennym Pucharze Klubów organizowanym przez lubelski Klub Spinningowo-Muchowy „Fenix” oraz Koło PZW Lublin „Haczyk”. Tak jak poprzednio, wędkarskie rozgrywki odbywały się nad Zalewem Zemborzyckim położonym na terenie miasta Lublina. Patronował nam niezmiennie miesięcznik "Wędkarski Świat". Tym razem na listę startową wpisało się aż osiemdziesięciu dwóch uczestników, co nieskromnie uznajemy za mały sukces. Większość to koledzy z Lublina i okolic, choć byli i tacy, którzy pokonali sporą odległość by do nas dotrzeć. Jeszcze przed świtem docierają coraz to nowe twarze, robi się gwarno, na tafli zalewu pojawiają się kolejne najeżone sprzętem łodzie. Pomimo narastającej kolejki przy slipie wszystko idzie sprawnie, jest czas na kawę i rozmowy. W tym czasie organizatorzy przygotowują miejsce zbiórki. Zawody rozgrywamy na niemałej  wodzie, jesiennej i wychłodzonej więc poza kwestiami formalnymi należało wspomnieć o zasadach bezpieczeństwa.

 

 


Sześć godzin na łodziach miało wyłonić zwycięzców, widać błysk w oczach startujących bo przecież poza tym, że konkurujemy między sobą, wypływamy po prostu łowić ryby, czyli to co kochamy. Pani jesień tego dnia ukłoniła się nam i na pogodę nie mogliśmy narzekać. Wędkarze to twardy ludek ale walka z falami i przenikliwym zimnem, jak bywało podczas pierwszych edycji JPK skutecznie potrafią zepsuć humor. Przydymione niebo i delikatna falka były optymalne, co przełożyło się na naprawdę niezłe wyniki. Wypływamy, widok ponad czterdziestu jednostek sunących w jednej tyralierze wyglądał imponująco, jednocześnie rodziła się w głowach myśl, czy takie natężenie ruchu nie zdeprymuje drapieżników a zwłaszcza kapryśnych i czujnych sandaczy, na które większość ostrzyła sobie zęby. W dużej mierze te obawy okazały się płonne, bo ryby postanowiły jednak brać. Nie było dużym zdziwieniem, że większość popłynęła w stare koryto Bystrzycy, sporo jednak osób postanowiło poszukać ryb bliżej brzegu z nastawieniem na szczupaki i okonie i jak się okazało, całkiem dobrze na tym wyszło. Utarło się, że Zalew Zemborzycki to łowisko przede wszystkim sandaczowe ale jak to z mętnookimi, mają swoje humory i nie biorą na zawołanie, dlatego to szczupaki były najczęściej poławianymi drapieżnikami. Trafiono również kilka boleni i pewnie gdyby nie późnojesienna pora rozgrywania zawodów, tych ryb złowiono by więcej. Nieliczni nastawili się na okonie i fotografie tychże również przedstawiono komisji sędziowskiej.

Już niemal regułą JPK stał się fakt, że aby stanąć na pudle, należy z wodami zalewu być za pan brat, ten zbiornik  jak mało który potrafi utrzeć nosa i nie jednego sprowadzić na ziemię.
Potwierdzają to corocznie koledzy łowiący tutaj regularnie, znający niemal każdy korzeń czy niewielki uskok dna, których tutaj jak na lekarstwo. Jak to mówią, szczęściu trzeba pomóc. Potwierdził to kolega Artur Lewandowski łowiąc pięknego sandacza o długości osiemdziesiąt trzy centymetry, na godzinę przed końcem zawodów zostawiając konkurencję w tyle. To nie pierwsza okazała ryba Artura złowiona w zalewie, tym samym potwierdził on swój kunszt. Takie ryby zawsze wywołują duże emocje i uznanie pośród braci wędkarskiej, tym bardziej  podczas zawodów. Miejmy nadzieję, że podczas kolejnych spotkań z cyklu JPK będą łowione równie piękne drapieżniki, póki co od pierwszej edycji mamy przyjemność takowe odnotowywać. Precyzją w namierzaniu ryb i skutecznym ich prowokowaniu do brania wykazał się Hubert Sałek łowiąc tzw. komplet tj. sandacza i szczupaka, dającym mu finalnie drugie miejsce.
Na wodzie krążyły informacje o nie wyholowanych sporych sztukach, które tym razem nie miały ochoty zapozować do pamiątkowej fotografii.


W tym roku również panowała dobra atmosfera i nikt nie wchodził sobie w paradę, każdy znalazł swoje miejsce na wodzie i to pozytywne, ponieważ jest to impreza integrująca brać wędkarską. 
Owszem rywalizujemy jednak w duchu koleżeńskim. Poza punktacją indywidualną byliśmy podzieleni na trzyosobowe drużyny, w tej konkurencji najlepiej poradzili sobie koledzy z ekipy „Effzet” w składzie: Arkadiusz Gałka, Waldemar Stachniak i Przemysław Grela. Zawodnicy teamu „Effzet” jako jedyni punktowali w komplecie. Każdy kolejny cykl JPK to coraz obszerniejsza lista uczestników, jest wyraźny odzew z Waszej strony, to cieszy i mobilizuje by nie składać broni. Aż strach pomyśleć w pozytywnym oczywiście tego słowa znaczeniu, na jakiej liczbie zamknie się lista w 2017 roku.
Miło nam ponadto, iż pojawiają się coraz to nowi sponsorzy nagród i partnerzy imprezy, to firmy jak również koledzy wędkarze ofiarowujący własnoręcznie wykonane przynęty, duże   podziękowania dla Was. Nie sposób nie wspomnieć o moich kolegach z klubu Fenix, którzy w licznej obsadzie zaangażowali się w organizację tego wydarzenia. Znikąd się to nie bierze, dziękujemy.
Zwyczajowo zakończyliśmy spotkanie w restauracji La Traviata nad Zalewem Zemborzyckim, gdzie przy posiłku mogliśmy wymienić spostrzeżenia, pogratulować zwycięzcom, rozlosować nagrody i bez końca wymieniać opowieści z wędką i rybami w tle.
Cóż więcej, jeszcze raz dziękujemy za Waszą obecność, sprawny przebieg imprezy oraz jak zawsze życzliwą atmosferę.
Za rok liczymy na co najmniej tak dobrą frekwencję, będzie się działo!
 
Z pozdrowieniami
Piotr Gołąb
Klub Spinningowo-Muchowy Fenix Lublin,



Sponsorzy:
D.A.M
DRAGON
„Taka Ryba” sklep wędkarski: Lublin, ul. Lubartowska 72a
www.takaryba.com
P.P.H.U. M2: Biłgoraj, ul. Janowska 18
http://pokrowcenawedki.pl/
„Spławik” salon wędkarski: Lublin, ul. Szmaragdowa 24
„KAWALEC” pracownia wędkarska: Lublin, ul. Wapienna 10K
„Bero – Midland” centrum olejowe: Lublin, ul. Biernackiego 4

 

 

            

 

 

                                Organizator:                                                         Patronat medialny:

            




Wyniki indywidualne (tylko punktujące osoby):
m-ce    Nazwisko imię
1    Lewandowski Artur   
2    Sałek Hubert   
3    Rusinowicz Grzegorz   
4    Borucki Tomasz   
5    Szkutnik Maksymilian   
6    Rafa Krzysztof   
7    Gołąb Piotr   
8    Frankowski Andrzej   
9    Kusy Paweł   
10    Magdziak Paweł   
11    Grela Przemysław   
12    Bobel Andrzej   
13    Buczek Tomasz   
14    Kot Bartosz   
15    Sachajko Paweł   
16    Rodak Mariusz   
17    Hunek Szymon   
18    Białach Łukasz   
19    Robert Skulim   
20    Gałka Arkadiusz   
21    Choma Jarosław   
22    Gradziuk Roman    
23    Fedorek Grzegorz   
24    Stachniak Waldemar   



Wyniki drużynowe:  

m-ce nazwa drużyny imię i nazwisko
1 EFFZETT

Gałka Arkadiusz
Grela Przemysław     
Stachniak Waldemar

2 Och Karol

Rusinowicz Grzegorz
Wojewoda Sylwester
Lewandowski Artur

3 Perła

Frankowski Andrzej
Rodak Mariusz
Grzesiak Sławomir 





Po zawodach powiedzieli:
Artur Lewandowski (I m-ce)
Jesienny Puchar Klubów to impreza, w której miałem okazję wziąć udział po raz pierwszy. Miłym zaskoczeniem była duża frekwencja, która świadczyć może o dużej randze tych zawodów w naszym regionie. Znam dobrze łowisko i dlatego konsekwentnie obławiałem z kolegą znane mi miejscówki, co przy tak dużej liczbie łódek na wodzie nie było łatwym zadaniem. Skupiłem się na łowieniu sandaczy, które niestety tego dnia słabo współpracowały. W końcu na jednej z miejscówek, która znajdowała się w rejonie zbiornika, który we wcześniejszych godzinach zawodów był silnie oblegany przez innych zawodników zrobiło się pusto, co pozwoliło na skuteczne napłynięcie i złowienie sandacza 83cm. Łowiłem Fenwickiem Aetosem 1,98m z kołowrotkiem Shimano i plecionką 0,14mm, przynętą był kogut 12g, który okazał się skuteczny, po wcześniejszym bezproduktywnym łowieniu na gumy. Branie nastąpiło podczas powolnego szurania przynętą po dnie.
Gratuluję i dziękuje organizatorom za fajną imprezę i życzę wszystkiego najlepszego podczas kolejnych edycji tej imprezy.



Hubert Sałek (II m-ce)
Przed JPK starałem się być jak najczęściej nad wodą żeby zlokalizować ryby. Przez kilka dni przed zawodami wiał wschodni, dosyć silny wiatr. Coraz to sięgałem po ok. 15 gramowe główki. W dniu zawodów cały plan uległ zmianie, nie wiało, a nawet pojawiła się mgła. Popłynąłem na miejsce gdzie we wcześniejszych dniach miałem ryby. Po ok. 30 minutach od rozpoczęcia mam pierwsze branie i wymiarowa ryba ląduje w podbieraku. Łowiłem jasną przynętą na 6 gramowej główce. Przesuwamy się co jakiś czas. Po trzech godzinach mgła opada i wychodzi słońce - doławiam wymiarowego szczupaka na kopyto ze złotym brokatem, obciążone 5 gramowa główką. Dodatkowo łowię jeszcze dwa niewymiarowe sandacze. Na koniec tury przesuwam się na drugi koniec zbiornika, tam łowię jednego króciaka. Całe zawody upływają w doborowym klimacie, a swoje miejsce uważam za sukces i dobry początek w nowych barwach klubowych.

comments

Forum

licznik

Odsłon artykułów:
229609

Obecnie na stronie

Odwiedza nas 42 gości oraz 0 użytkowników.