Relacja z zawodów"VII Jesienny Puchar Klubów – EFFZETT Predator Cup"

Relacja z zawodów "VII Jesienny Puchar Klubów – EFFZETT Predator Cup" 

 

SPINNINGOWE ZAWODY Z ŁODZI

13 października 2019 r. Zalew Zemborzycki

 

Organizator:                                                         Patronat medialny:

             

 

Sponsorzy:

„D.A.M”

„Spławik” salon wędkarski: Lublin, ul. Szmaragdowa 24

Centrum wędkarskie Rybka ul. Bursaki 6/566

„Pinka” sklep wędkarski: Lublin, ul. Tumidajskiego 2

Firma NINJA FISHING producent woblerów “HMGlures”

 

  

 

Relacja z zawodów

 

Piękna polska złota jesień towarzyszyła nam podczas VII już edycji „Jesiennego Pucharu Klubów – EFFZETT Predator Cup” organizowanej przez lubelski klub spinningowo-muchowy Fenix w spólnie z Kołem PZW Lublin Haczyk, pod patronatem miesięcznika o tematyce wędkarskiej, "Wędkarski Świat".

 Jak corocznie wraz z klubowymi kolegami spotykamy się nad wodą jeszcze przed świtem. Szybki podział obowiązków by wszystko przebiegło sprawnie i na czas.

Przybywają coraz to nowi uczestnicy zawodów, Ci którzy są z nami od początku ale widać też nowe twarze. Powoli robi się widno, zapowiada się słoneczny, ale jak się później okaże również i wietrzny dzień.

Wodowanie łodzi, jak zawsze gorąca kawa oraz niekończące się opowieści z nad wody. Entuzjazm związany nie tyle z rywalizacją, co z możliwością połowienia, tak zwyczajnie.

Podczas odprawy koledzy omawiają zasady jakie obowiązują podczas zawodów, które jak zawsze podkreślamy rozgrywane są w formule towarzyskiej i ich głównym celem jest integracja środowisk wędkarskich. Oczywiście każdy liczy na aktywność ryb, jednak bez zbędnego nacisku na wynik bo przecież podczas sześciogodzinnej tury poza zdobywaniem punktów, po prostu oddajemy się naszej pasji.

W końcu wypływamy, większość startuje spod "wieży" od strony tamy, kilka jednostek zaś z drugiej, płytszej części zbiornika. Obawy niektórych, co do zbyt prześwietlonej wody szybko oddalają łowione drapieżniki. Jak to na zalewie, trafiają się różne gatunki jednak dominującym do końca będą sandacze i szczupaki. Słychać też o łowionych pojedynczych boleniach i okoniach.

Historia lubi zataczać koło, już po około godzinie drogą telefoniczną dociera informacja o złowionym sandaczu, mierzącym ponad 91 cm. Szczęśliwym łowcą okazał się Artur Lewandowski, który już kiedyś wygrał te zawody, łowiąc nieco mniejszego sandacza udowadniając tym samym, że zna tą wodę jak mało kto. Artur dołowił jeszcze mętnookiego nieco ponad pół metra, pieczętując tym samym zwycięstwo.

Aura sprzyjała nam do końca, jedynym utrapieniem był dość silny wiatr, utrudniający nieco rzuty i prowadzenie przynęty. Padają kolejne ryby, zaś około południa sandacza podobnych rozmiarów, krótszego dosłownie o milimetry wyjmuje nasz klubowy kolega Michał Mirosław, który ostatecznie uplasuje go na drugim miejscu. To jednocześnie nowa życiówka Michała w tym gatunku, wielkie gratulacje.

Jak się okaże, trzecie miejsce wywalczy również nasz klubowy kolega Radosław Nastaj, łowiąc dwie kolczaste ryby. Radek również świetnie zna wody zalewu oraz pływające w nich sandacze co niejednokrotnie udowodnił, zwłaszcza podczas prywatnych wypraw.

O godzinie czternastej kończymy łowienie, spotykamy się tak jak w roku ubiegłym w restauracji Bosman usytuowanej tuż nad zalewem. Ciepły posiłek regeneruje uczestników, wszyscy żywo komentują sukcesy i porażki ale zwłaszcza wyniki kolegów z dwóch pierwszych miejsc, wszak sandacze w takim rozmiarze, w realiach naszych wód to zdobycz poławiana niezbyt często.

Poza rywalizacją indywidualną rozgrywana była również drużynowa, tutaj pierwsze miejsce zdobył "Perła Team " w składzie Piotr Jawiarczyk, Grzegorz Fedorek oraz Andrzej Frankowski.

Drugie przypadło teamowi "Fenix II" reprezentowanym przez Michała Bartoszka, Rafała Musieja oraz Tomasza Matyjaska. Trzecią lokatę wywalczył team "Fenix IV" w składzie Michał Mirosław. Radosław Nastaj oraz Łukasz Białach.

Na liście startowej zapisanych było ponad osiemdziesiąt osób z tego punktowało 27 wędkarzy.

Wśród uczestników rozlosowane zostały nagrody w postaci wędek, kołowrotków oraz inne akcesoria wędkarskie. Łowcom największych drapieżników z gatunku sandacz, szczupak oraz okoń zostały wręczone nagrody w postaci obrazów namalowanych w technice akwareli, wykonanych przez niżej podpisanego.

Jak zawsze należą się wielkie podziękowania dla naszych sponsorów, bardzo dziękujemy za waszą obecność oraz przekazane nagrody. W tym roku sponsorami byli :

firma „D.A.M”

„Spławik” salon wędkarski: Lublin, ul. Szmaragdowa 24

Centrum wędkarskie „Rybka”: Lublin, ul. Bursaki 6/566

„Pinka” sklep wędkarski: Lublin, ul. Tumidajskiego 2

Firma NINJA FISHING producent woblerów “HMGlures”

 

Siódme jesienne spotkanie już za nami, myślę że można je uznać za udane pod wieloma względami. Dziękujemy uczestnikom za liczne przybycie, zapraszając tym samym za rok, na VIII edycję Jesiennego Pucharu Klubów.

 

Z pozdrowieniami

Piotr Gołąb

Lublin 2019

 

Po zawodach powiedzieli:

Artur Lewandowski:

Jesienny Puchar Klubów to zawody w których staram się uczestniczyć podczas kolejnych edycji, chociaż łowienie sandaczy nie jest ostatnimi czasy moim priorytetem to z dużym sentymentem wracam nad Zalew Zemborzycki. Na JPK jechałem generalnie pozytywnie nastawiony bo podczas poprzednich dwóch wyjazdów w tym roku nad ten zbiornik udało się połowić fajne ryby. Nastawiony byłem na szukanie dużych ryb w środkowej części zbiornika. Szybko bo już po godzinie udało się złowić fajną rybę, wiedziałem jednak, że to może nie wystarczyć na zajecie dobrego miejsca i konsekwentnie usiłowałem coś dołowić. Po kilku kontaktach udało się złowić jeszcze jedną punktowaną rybę. Łowiłem Fenwickiem Aetosem 1,98 z kołowrotkiem Daiwa. Przez całe zawody łowiłem na jedną gumę 13cm na "lekko". Z ciekawostek nie miałem ani jednego zaczepu co chyba nigdy wcześniej mi się nie przydarzyło na zalewie.

Dziękuje organizatorom i sponsorom oraz mojemu nawigatorowi na łódce. Pozdrawiam i do zobaczenia za rok.

 

Michał Mirosław:

Zawody zacząłem bardzo pozytywnie nastawiony. Dobra atmosfera jak i super organizacja spowodowały, że humory dopisywały każdemu z uczestników. Na ogół wędkuje z drugim zawodnikiem ale tym razem byłem sam.  Nowa przynęta jaką założyłem na start to jasno zielony kogut na 8g główce od kolegi Huberta z klubu i już po kilku rzutach dała pierwsze branie. Pomyślałem, że to kolor dał taki rezultat i to jest to co może dzisiaj zadziałać przy łowieniu sandaczy. Kolejne miejsce okazało się puste. Szukając dalej na głębokości 180-90 cm na echu pojawiły się ciekawe zapisy, na myśl przyszło mi, że to może jakiś białoryb. Kogut zaczął tańczyć po dnie i miałem pierwsze branie po czym sytuacja się powtórzyła ponownie, jednak nie mogłem zaciąć ryby. Popatrzyłem w swoje pudełko z przynętami i skoro kolor zielony okazał się skuteczny, wybrałem znany canibal na 7  gramowej główce   w kolorze figer tiger. Wykonałem rzut mniej więcej w to samo miejsce następnie powtórzyłem drugi raz, wolne i nieagresywne prowadzenie, silne branie podczas gdy guma opadała  na dno, zaciąłem i udało się, jest! Początkowo myślałem, że ryba może mieć jakieś 50cm długości, gdy zbliżała się w stronę pontonu na wędce czułem mały opór. Na powierzchni wody pokazał się dorodny sandacz, podebrałem go szybko i zdecydowanie aż podbierak się ugiął pod jego solidną masą. Canibal 10cm w całości został połknięty w jego pysku. Mimo wagi i wielkości ryba nie walczyła prawie w ogóle. Szybkie mierzenie  i sesja zdjęciowa, sandacz miał 91cm. Do końca zawodów było jeszcze sporo czasu. Walczyłem jednak dalej, nie osiadając na laurach. Oczywiście canibal cały czas grał główną rolę. Miałem jeszcze dwa brania, ogonek gumy cały pogryziony. O godz. 14.00 zawody dobiegły końca, zakończyłem je osobistym sukcesem i nową życiówką.

 

 

comments

Forum

licznik

Odsłon artykułów:
262026

Obecnie na stronie

Odwiedza nas 15 gości oraz 0 użytkowników.